Blue rose - kanzashi ... znowu :)
Nigdy nie byłam szczególną fanką Pięknej i Bestii, ale jeden szczegół z całej bajki zawsze mnie fascynował - błękitne róże*. Ilekroć widziałam, czy widzę tytuły wiadomości, że kolejnemu ogrodnikowi udało się wyhodować niebieską różę, zaglądam do nich z drżącym sercem. Jednak niebieska róża, taka prawdziwa, jest jak kwiat paproci - poza zasięgiem. Wszystkie okrzyknięte "błękitnymi" nie są nawet zbliżone w kolorze do koloru nieba. Wystarczy trochę poczytać, by się przekonać, że wyhodowanie takiej róży jest niemożliwe.A jednak niebieska róża, pozostając symbolem nieosiągalnego marzenia, wbiła się nam w wyobraźnię, uczepiła kolcami i dlatego... nie zawahałam się jej użyć, do swojego kolejnego kanzashi :) Wprawdzie myślałam najpierw o czerwonej, ale skusił mnie błękit. Użyłam mojego ulubionego zestawienia kolorystycznego - dominujący ciemny błękit pruski (albo coś koło tego), srebrny i dla złamania palety - czerwień.
Składanie płatków coraz bardziej mi się podoba.
Poniżej widać mniej więcej, jakie to duże :)
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Piękna róża - wspaniałe wspomnienie z dzieciństwa :). My też mieliśmy rzutnik ale bardziej pamiętam nasze tunele zrobione z koców i pościeli :)
OdpowiedzUsuń