Zupa z dyni - o kurcze, da się to jeść!
Przymroziło mi kabaczki i dynie. Trzeba było więc zarządzić szybki zbiór do koszyka.Spontanicznie postanowiłam z części zbiorów ugotować zupę z dyni. Ponieważ nigdy w życiu takowej nie robiłam i nie jadłam zrobiłam szybki przegląd w internecie i okazało się, że nie jest to tak skomplikowane jakby się mogło wydawać :)
Rosół miałam gotowy więc wystarczyło pokroić dynię, zapiec w piekarniku i przyrządzić zupę :)

Oczywiście pilnowałam się, żeby nie przesadzić z przyprawami. Kiedyś już popełniłam taki błąd. Miałam przyprawy włoskie do makaronu. Trzy, niewielkich rozmiarów, torebki. Na moje oko jednorazówki. Robiąc sos do spaghetti jedną taką torebeczkę wsypałam w całości. Aj! Wyszła mi mega ostra pasta, której nie dało się przełknąć i, która służyła potem jako dodatek do sosów. Z dwóch pozostałych dorzucam już dosłownie szczyptę do potraw i to w zupełności wystarczy by nadać im pikantności.

Dorzuciłam na wierzch kilka pestek z dyni i słonecznika. Rozgrzewająca i smaczna. W pięknym pomarańczowym kolorze. Idealna na jesień.
Pozostała część najtrudniejsza - jak przekonać M., że to jest jadalne? Wziąwszy pod uwagę jego niechęć do zup kremów...
Ku mojemu zaskoczeniu nie musiałam go przekonywać. Ba, zażądał dokładki oraz obietnicy, że jeszcze ją zrobię :)
Polecam. Idealnie wchodzi z grzankami.
A jak wasze doświadczenia kulinarne z dynią w roli głównej?
Uwielbiam kremy, a już z dyni to strasznie, strasznie! Sezon uważam za otwarty :D
OdpowiedzUsuńJa też lubię, bez uwielbienia. Ogólnie lubię zupy, tylko na kremy mój mąż kręci nosem, a o dziwo ta mu podeszła.
UsuńAch! Cieszę się, że nie muszę niczego gotować! Obiady jemy w barze, a ja mam dzięki temu więcaj czasu na przyjemności :)
OdpowiedzUsuńSzczęściara :)
UsuńAle gotowanie też bywa przyjemnością :)